OF - Byłeś jednym z współzałożycieli pierwszej polskiej grupy buddyjskiej zen. Czy filozofia zen nadal jest osią Twojej duchowości?
![]() |
| Janusz Korbel pod jednym z białowieskich dębów na terenie rezerwatu |
OF - Chciałabym abyś opowiedział o swojej ścieżce duchowej, od czego zaczęła się Twoja droga do odczuwania siebie (siebie zespolonego z przyrodą). Czy tak po prostu zawsze czułeś? czy nauczyłeś się czuć - czytając i medytując?
![]() |
| foto Janusz Korbel |
OF - Czy możesz rozwinąć ten wątek? czym był ten rytuał?
![]() |
| foto Janusz Korbel |
OF - Nowa duchowość zakłada istnienie tzw. boskiej matrycy (Gregg Braden), jest to rodzaj pola kwantowego, dzięki któremu wszystko co żyje na Ziemi jest ze sobą ściśle powiązane, a właściwe jest tym samym, utrata jednego elementu z tej matrycy powoduje chorobę w całym układzie. Czy zgadzasz się z tym poglądem?
![]() |
| foto Janusz Korbel |
OF - Czym jest rozwój osobisty według Ciebie?
![]() |
| foto Janusz Korbel |
OF - Czym jest miłość według Ciebie?
JK - Ech, znowu wielkie słowo. Rozumiem, że chodzi o jej niebiologiczny wymiar i funkcję? Chyba jest najczęściej wypisywanym terminem na sztandarach różnych naprawiaczy świata i krucjat właśnie. Jak ktoś mówi o miłości to obawiam się trochę jak wówczas, kiedy słyszę słowa o patriotyzmie. Chyba, że miłość jest wyśpiewana jak w pięknej piosence "Je veux", śpiewanej bezpretensjonalnie przez Zaz, która chce miłości, radości i serca na dłoni zamiast willi, klejnotów czy samochodu. Miłość jest chyba blisko słowa "empatia", współoczuwania, współtożsamości. Od lat powtarzam piękne słowa Antoniego Kępińskiego z jego książki "Lęk": "człowiek, który kocha nie pragnie kontrolować/władać przedmiotem swoich uczuć".
OF - Od początku naszej edukacji uczy się nas racjonalnego i logicznego podejścia do "przedmiotu" jakim jest życie. Intuicja, twórczość i dziecinna radość, która jest w nas od samych narodzin, są w nas sukcesywnie "zabijane". Czy według Ciebie istnieje sposób na odbudowę naszych intuicyjnych związków z "życiem" - przyrodą?
JK - Oczywiście! Podobno człowiek jest taki, jakie jest jego doświadczenie, więc warto doświadczać przyrody (dzikiej!). Choć ona i tak nas doświadczy/doświadcza - podlegamy jej wszystkim procesom. Nie da się uciec. Mówimy tu raczej o cierpieniu, bo chyba lekceważenie i oddzielenie od przyrody prowadzi do większego cierpienia nas samych. Chyba, bo przecież karma jest bardziej złożona i nie ma prostych schematów... Są warsztaty "Zgromadzenie wszystkich istot", są obozy "Gaja nasz dom", organizowane na Słowacji, podczas których spędza się 8 dni i nocy w lesie. W Ameryce w ramach formalnej edukacji też są podobno dość popularne kilkudniowe pobyty w przyrodzie (opowiadał mi o tych doświadczeniach Amerykanin, będący jakiś czas w naszym ośrodku ekologicznym). Widziałem w Holandii nawet niewielkie skrawki przyrody zostawionej sobie, w centrum dużego miasta, po to, żeby tam przyprowadzać dzieci i uczyć o procesach naturalnych. Wiele lat temu lansowaliśmy w Pracowni ideę "parku ekologicznego" - miejsca służącego edukacji przez doświadczanie i obserwowanie. Arne Naess opowiadał, że obserwowanie tylko stopy kwadratowej ziemi już jest ważnym doświadczeniem (my robiliśmy doświadczenie z metrem kwadratowym). Edukacja do wrażliwości to temat na książkę i jest wielu, którzy dużo mądrych rzeczy o tym napisali. Ja się dzielę tylko tym aspektem doświadczenia - dzikości. Myślenie racjonalne nie musi jednak być "zamiast" intuicji i wrażliwości. Nauka dostarcza nam wielu ważnych informacji, a intuicja z kolei bywa mylona z kodami kulturowymi i stereotypami, nie zawsze dobrymi dla przyrody i dla nas. Np. na wsiach za tzw. mądrością i intuicją ludową kryją się często zachowania dzisiaj nie do zaakceptowania, jeśli chcemy chronić przyrodę. Czasami to jest właśnie problem najtrudniejszy do przekroczenia. Łowca-zbieracz był częścią przyrody, a jego "okrucieństwo" nie było okrucieństwem stanu umysłu, jednak dzisiaj nie traktowalibyśmy tak zwierząt jak on. Mój przyjaciel nakręcił dokument "świniobicie" ukazujący tradycyjny sposób zabijania i oprawiania świni na wsi podlaskiej. Robili to ludzie na co dzień mili, serdeczni i wrażliwi. Wielu rolników uważa, że oni kochają przyrodę, obcują z nią na co dzień od pokoleń i wiedzą, że nic się nie powinno marnować, że las trzeba wycinać i sadzić nowy, a "zgnilizna w lesie" to farmazony miastowych naukowców i ekooszołomów. Leśnicy, czyli "rolnicy leśni" wierzą w sposób wręcz religijny, że żeby las rósł trzeba się nim opiekować.
![]() |
| foto Janusz Korbel |
OF - Po co nam stary las? czy nie praktyczniej byłoby go przerobić na parkiet, albo meble? Nierzadko słyszę, że ktoś uważa, że żyje ekologicznie bo zrobił sobie parkiet z drewna w swoim stu metrowym apartamencie.
JK - Tak, jest taka "ekologia" rynku, a raczej rynek ekologiczny, który usprawiedliwia naszą zachłanność. Żeby istniał rynek, musi być stały rozwój, czyli wzrost. Więcej trzeba kupować i więcej produkować. Udziela się kredytów, by trzeba je było spłacić czyli nie ustawać w eksploatacji. Stabilizacja jest kryzysem. Wymyślono więc coś takiego jak "rozwój zrównoważony" - co nic absolutnie nie znaczy, albo ekologiczne domy, samochody itd., byle by je wymieniać co kilka lat, bo nowszy model jest "bardziej ekologiczny", a chodzi o sprzedaż. Spada sprzedaż, to jest krach! Nie wiem, jak bez wielkiego cierpienia świat może odejść od samobójczej ekonomii rynku, który bez wzrostu (na skończonej przecież planecie) się rozpada prowadząc do napięć i dramatów. Ostatnie 11 lat mieszkania w Białowieży, w starym, drewnianym domu, jeżdżenia głównie rowerem i życia w skromnych warunkach bardzo mnie cieszy, ale zarazem jestem osobą aspołeczną, bo nie przyczyniam się do wzrostu PKB. Ograniczam, a nie zwiększam kupowanie. Nawet komputer mi kolega złożył z kilku starych, komórki mam dwie, ale obie "wyrzucone" przez poprzednich właścicieli. Termin "żyć ekologicznie" częściej może znaczyć po prostu żyć zdrowo, czyli wybudować luksusowy dom z materiałów naturalnych, w otoczeniu ogrodu, na działce przy granicy parku narodowego. W Polsce nie ma planowania przestrzennego, więc zabudowuje się wszystko, co jeszcze ładne i buduje w środku przyrody, by mieszkać właśnie bardziej "ekologicznie". Jeśli pod hasłem "eko" miała by się kryć ochrona bioróżnorodności i procesów naturalnych oraz całej planety, to "eko" musiałoby po prostu znaczyć "oszczędność". Jak najmniej kupować i produkować, jak najdłużej używać, nie budować nowych domów skoro jest tyle starej tkanki mieszkalnej, którą by można oczywiście przekształcać na mniej energochłonną, mieszkać w zwartej zabudowie, nie podróżować, żywić się w miarę możliwości lokalnie. Naess już dawno zwracał uwagę, że nas - ludzi mogłoby być znacznie mniej! Wówczas i my i przyroda by skorzystała. Ale przeciwnicy zaczęli mu zarzucać, że jest ekofaszystą, bo namawia do zabijania ludzi :) ... Tymczasem on tylko stwierdził oczywisty fakt: na ograniczonej planecie nie może żyć ciągle więcej i więcej ludzi i do tego dążących do coraz wyższego poziomu życia. Dziś ten wysoki poziom jest udziałem tylko małego procentu. Ile miliardów mogłoby żyć na poziomie nawet tylko przeciętnego mieszkańca Białowieży (z jego telewizorami, "starymi" samochodami, elektroniką, wodą, energią bo zimny klimat - trzeba pół roku grzać)? Ile miliardów obsłużą do takiego poziomu życia skończone zasoby planety? Chroniona dzisiaj przyroda zostanie szybko zużyta, jako "zapas", który jeszcze mamy, kiedy staniemy naprawdę pod ścianą. Stary las dzisiaj jest dla pięknoduchów, dla bogatych mieszkańców rozwiniętych krajów, którzy mają hobby chodzić z lornetkami i oglądać resztki dzikiej przyrody, napędzając ekonomię miejscowych kwater, hoteli, sklepów, stacji benzynowych i restauracji. Stary las jest też dla naukowców - niektórzy z nich dostarczają twardych argumentów do czego nasze globalne i lokalne postępowanie prowadzi i jak giną gatunki. Można sobie wyobrazić, że stworzymy system wysoce techniczny, w którym będziemy mogli żyć z dala od lasu, do niezbędnych procesów zapewniających równowagę planecie pozostawiając Amazonię i inne duże obszary dziewicze. Ale jak rozwijać tę technologiczną cywilizację bez wzrostu i bogactwa, który właśnie planetę zabija? Hasło "mniej ludzi, a więcej dzikiego" mogłoby być planem globalnym, myślę jednak, że Homo sapiens takiego planu sam nie zrealizuje pokojowo (globalny "rząd", globalna polityka przy narodowych i indywidualnych egoizmach raczej nie mają szans) i przyroda będzie musiała to zrobić za nas - dość boleśnie. Uczyć możemy się tylko od przyrody. Las jest najlepszym nauczycielem, jakiego znam. Także tego, jak giną gatunki.
OF - Współczesna kultura zachodu stawia jednostkę w opozycji do środowiska, człowiek podporządkowuje sobie Ziemię i przyrodę jakby był jej jedynym władcą. Filozofia ekologii głębokiej zmienia ten paradygmat i stawia człowieka na równi ze wszystkim co żyje na Ziemi. Nie sądzisz, że aby ludzie poczuli ową jedność z przyrodą potrzeba nam nowej edukacji, nowej polityki i nowej religii?
![]() |
| foto Janusz Korbel |
JK - Chyba już odpowiedziałem na to pytanie wcześniej. Choć wspomniałem, że "każdy -izm jest do niczego" to mam tu wyjątek: biocentryzm, czyli podporzadkowywanie się przyrodzie, mogłoby być kierunkiem pomocnym w rozwiązywaniu naszych problemów. Jedność z przyrodą przecież czujemy: każdy choruje, każdy umrze. Przemijanie jest na każdym kroku. Warto iść do prawdziwego lasu i popatrzeć jaki cudowny spektakl tworzy właśnie przemijanie. Na "martwych" formach wyrasta kolejne życie. Nawet jeśli te "wszystkie dharmy są puste" i są tylko złudzeniem, to jakże pięknym :-) Nie możemy zatrzymać tych procesów, nie możemy uratować świata przed jego kolejnym końcem, ale możemy w każdej chwili uważnie wybierać drogę. Może ona przybierać postać edukacji, polityki, może i religii (choć ta ostatnia, skoro dotyka całości, powinna być zawsze czystą formą ekologii).
OF - Na koniec chciałabym poprosić Ciebie o Twoją sentencję lub jedną myśl, która pozwoli nowym adeptom rozwoju duchowego lepiej zrozumieć swój rozwój.
JK - Przychodzą mi na myśl zasłyszane słowa dawno już nieżyjących nauczycieli, często wypowiedziane lub zapisane w chwili umierania właśnie... na przykład takie: "Błąd za błędem", albo "To również przeminie"... Ale chyba najbardziej "instruktażową" sentencją było napisanie pewnemu cesarzowi znaku oznaczającego "uwaga". Dostojnik ten prosił o więcej, więc mistrz kaligrafii napisał mu dwukrotnie "uwaga", a w związku z naleganiem dodał i trzeci raz "uwaga".
OF - Oranżeria filozoficzna dziękuje za rozmowę!
Warszawa - Białowieża - 28 listopada 2011r.
DZIKIE JEST PIĘKNE!
Blog puszczański: http://puszcza-bialowieska.blogspot.com/
Strona TOK: http://www.tok.puszcza-bialowieska.eu/
Blog puszczański: http://puszcza-bialowieska.blogspot.com/
Strona TOK: http://www.tok.puszcza-bialowieska.eu/







0 komentarze:
Prześlij komentarz